Podróże kształcą. A najbardziej kształcą te, które nie są oparte na noclegach w wielogwiazdkowych hotelach z całym zestawem udogodnień i luksusu. Czasami nie jest ważne to, by pojechać do odległego kraju, ale wiele rzeczy można nauczyć się także całkiem niedaleko od swojego domu. Kiedy byłam dzieckiem uwielbiałam zielone szkoły. Pamiętam ten czas, kiedy dzieciaki z mojej klasy, kilka dni przed wyjazdem chodziły rozweselone i z niecierpliwością czekające na dzień wyjazdu. Zielone szkoły dawały nam niezliczone możliwości pogłębiana swojej wiedzy, a nauczyciele na wyjazdach poza szkołą też jakoś ciekawiej prowadzili lekcje. Kiedy skończyły się zielone szkoły, przyszedł czas na szalone wyjazdy pod namiot. Pamiętam, jakie opory miała moja mama przed tym by puszczać mnie na łono natury czy pola namiotowe. Głupio się przyznać, ale często bywało tak, że mówiłam rodzicom, że wyjeżdżam na pole czy pola namiotowe, a tak naprawdę rozbijałam się ze znajomymi gdzieś na dziko, bo wówczas przygoda była ciekawsza. Pola namiotowe też miały swój urok zwłaszcza wtedy, kiedy nie było wody, albo możliwości zrobienia sobie ciepłej herbaty, bo i tak niestety zdarzało się. Dzisiaj mam 26 lat i muszę się przyznać, że wyrosłam z szalonego spędzania wolnego czasu. Dalej lubię podróże i zwiedzanie nowych interesujących miejsc. Ale dzisiaj moim ulubionym miejscem noclegowym jest hotel, pensjonat czy gościniec. Nie muszą być to miejsca o wysokim standardzie. Wystarczy by było czysto i przytulnie. Mam swój ulubiony gościniec na Mazurach. Lubię to miejsce ze względu na piękne krajobrazy. Gościniec, w którym się zatrzymuję jest położony nad jednym z jezior. Nie ma nic lepszego niż możliwość budzenia się w tak wyjątkowym miejscu z jeziorem za oknem. Każda podróż to nowe doświadczenie i możliwość poznania nowych ludzi. Bywałam za granicą, ale to właśnie w Polsce czuję się dobrze, bo wiem, że jestem u siebie. Wciąż jest tutaj wiele miejsc, których jeszcze nie udało mi się odkryć.
Pola namiotowe na zielonych szkołach