Haki

W ostatnią sobotę zabrałam się za odkładane w nieskończoność porządki w garażu. Chaos tam panujący przyprawiał o zawrót głowy: rozrzucone węże ogrodowe, haki, stosy makulatury, uchwyty metalowe niewiadomego pochodzenia, śmieci wszelakie i zużyte sprzęty, których nikt nigdy już nie wykorzysta. Początkowo chciałam wszystko wyrzucić bez przeglądania, ale moja rozsądna mama uznała, że wśród tych klamotów może znajdować się coś wartościowego. Wygrzebała na przykład z kąta mój stary rower i uznała, ze mała renowacja dobrze mu zrobi. Natychmiast wtrącił się tata i z mina fachowca oznajmił, że najlepsze będzie malowanie proszkowe. Mama lubi mieć ostatnie słowo, odpowiedziała mu więc kategorycznie, że malowanie proszkowe jest jakimś niepotrzebnym wynalazkiem i rower wystarczy po prostu zwyczajnie polakierować. Tata machnął ręką na modernizowanie roweru i zaczął wynajdywać nowe zastosowanie do starych gratów. Uchwyty metalowe postanowił wykorzystać do stworzenia huśtawki w ogrodzie. Mama przystała na to, dodając, że uchwyty metalowe można zamontować także w łazience. Tata pokręcił nosem, że jak na instalowanie w mieszkaniu, są one zbyt zardzewiałe. „No chyba że w grę chodzi malowanie proszkowe”– przekomarzał się z mamą. Kiedy rozplanowali już miejsce dla tego żelastwa, zaczęli oglądać haki. Nikt by na pierwszy rzut oka nie pomyślał, że przydać się mogą gdziekolwiek poza skupem złomu, ale moi przedsiębiorczy rodzice kazali ich nie ruszać. Do tego jeszcze przybiegł mój nastoletni brat i upomniał się o haki, obiecane mu do umocowania sprzętu treningowego w jego pokoju.

Wyraź opinię:
Imię:
Komentarz: